100-lecie pieśni „Płonie ognisko i szumią knieje”

100-lecie pieśni „Płonie ognisko i szumią knieje”

Na budynku Tarnowskich Wodociągów powstał wielkoformatowy mural, upamiętniający Jerzego Brauna, autora pieśni „Płonie ognisko i szumią knieje”. Inicjatorką stworzenia muralu w 100-lecie powstania pieśni była hm. Maria Źychowska – była instruktorka Małopolskiej Chorągwi Harcerek. Harcmistrzyni w artykule dla tegorocznego Krakowskiego Rocznika Historii Harcerstwa przypomina historię tej najsłynniejszej harcerskiej pieśni.

Tuż przed wybuchem I wojny światowej, notariusz z Dąbrowy Tarnowskiej, Karol Braun, sprowadził do Tarnowa rodzinę, w celu kształcenia swoich dzieci w szkołach średnich. Wszyscy trzej synowie: Kazimierz ( zginął w 1920 roku w katastrofie lotniczej), Jerzy( poeta, filozof, mąż stanu) i Juliusz ( prawnik, ekolog, obrońca Puszczy Świętokrzyskiej)  uczęszczali do II Gimnazjum im. Hetmana Jana Tarnowskiego i należeli do miejscowej III Drużyny Harcerzy im. Michała Wołodyjowskiego, prowadzonej przez prof. Ferdynanda Zarzyckiego (wielkiego patriotę, późniejszego ministra przemysłu i handlu oraz generała). Córka Jadwiga była absolwentka  Zakładu SS Urszulanek, potem aktorką i organizatorką teatru przy II  Korpusie WP gen.W. Andersa w Iranie (za: M. Żychowska, tarnowianie w gabinetach II RP /W:/ Tarnowskie Drogi Niepodległości, 1989, s. 87-98. M. Zychowska,  Jerzy Braun- twórca kultury harcerskiej i „Unionizmu”, Tarnów 2003, s.13-17).

Mural na budynku Wodociągów Tarnowskich.

Młodość Jurka Brauna

To właśnie prof. F. Zarzycki prowadził z młodzieżą tarnowską   na przełomie 1913/14 roku intensywne ćwiczenia wojskowe, przygotowując  ją  do przyszłej walki o wolność. To on właśnie – podobnie jak młody komendant Hufca Harcerzy Władysław Wodniecki zwany „Druhem Bajdałą”  ( zginął w 1920 roku) , potrafił w swoich gawędach  przekazać dumną, wielką  przeszłość naszej  Ojczyzny, opowiadając przy ogniskach „starodawne dzieje”.

W tym czasie, młody Jurek Braun, znakomicie oczytany w polskiej literaturze i historii, sam próbujący oddać swe uczucia  w pierwszych poetyckich próbach,   w czasie burzliwych faktów historycznych, był, jak większość  ówczesnej młodzieży, zauroczony skautingiem, który właśnie  powstał, dając młodzieży nadzieję  na  niezwykłe przeżycia. Wspominał o tym po latach:

Piękno ubioru, bogata treść życia wewnętrznego, humanizm prawa, rycerska postać  patrona ruchu  Zawiszy Czarnego, codzienne obcowanie z przyrodą, urok piosenki, egzotyka licznych sprawności..wszystko to poruszało wyobraźnie  i wciągało w wir coraz to nowych, pasjonujących  młodego chłopca czynności”. (za: J. Braun, czasy i ludzie, /W:/ Rocznik Tarnowski z 1994,s.214.)

Kształtował się też styl  życia harcerskiego: synteza pogody, zuchowatości, brawury, zaradności, życzliwości, prawdomówności , honoru,  obowiązkowości i wierności , uznanym przez  siebie ideałom….Harcerstwo stało się  u nas przede wszystkim  szkoła charakterów.- napisze po latach we wspomnieniach „Czasy i ludzie” (za: J. Braun, Czasy i ludzie, /W:/ op. cit. s.229).

Jerzy Braun

Harcerski Tarnów

Coraz częściej Tarnów widział na swoich ulicach  rozśpiewane kolumny, najeżone laskami, w jasno-brunatnych mundurach, krótkich spodenkach i kapeluszach a la Baden Powell  z lilijkami srebrnymi na piersi. A bokami, po chodnikach i rynsztokach, biegła  zgraja łobuziaków, wrzeszcząc obelżywe przezwisko ” drewniane  wojsko”. Na skraju pierwszej czwórki trębacz ze srebrnym sznurem, podnosi raz po raz do ust złoconą trąbkę, wybuchając dziarską  pobudką. Wówczas prężyły się  z dumą małe figurki chłopięce i szły wyprostowane pod  słoneczną  ulewą promieni… Przyszłość Polski  maszerowała  w zwartych szeregach mocno  przybijając  podkutymi  butami a pieśń rosła jak wysoka ściana, pieniąc się radośnie o fasady kamienne:

                              Wszystko co nasze Polsce oddamy

                              W Niej tylko życie, więc idziem żyć.

Po ćwiczeniach polowych wybierano  miejsce na obóz gdzieś w zacisznym wąwozie, w pobliżu strumienia wyrastały rzędy białych namiotów, robiono łóżka polowe z mchu i liści, warzono strawę w kotłach, a potem ustawiały się długie kolejki z  menażkami po „knorr-zupkę  lub czarną  kawę.

Płonęło ognisko, wiara zasiadała …Druh Władek Wodniecki lub sam Ferdynand  Zarzycki rozpoczynał gawędę o dawnych czasach. O Grunwaldzie lub Kircholmie, ratownictwie czy obowiązkach wartownika, o cnotach i dyscyplinie harcerskiej.

Zmierzchało niebo, zmrok opadał popiołem na wzgórza i lasy…gromka komenda wyprężała w dwuszeregu  zastępy. Był  apel wieczorny. Z masztu zsuwała się powoli biało-czerwona flaga. Głos drużynowego przecinał ostro milczące, jakby stężałe  powietrze. Kapelusze zdejm !

I z dziesiątek lub setek piersi, wyrywała się dawno tam przyczajona  pieśń”: 

                    Nie  rzucim  ziemi skąd nasz ród.. (za: J. Braun, czasy  i ludzie, op.cit,s. 214-215.)

Mural na budynku Tarnowskich Wodociągów.

Pieśń potężna, pieśń jak dzwon

A wówczas, jak wspomina późniejszy Komendant Dzielnicy Harcerskiej w Tarnowie, 17-letni Adam Ciołkosz :Rzucam oczyma po czworoboku chłopców. Chcę zaobserwować czy każdemu tak jak ,mnie bije krew do głowy, zwiera sie pięść, rozszerza  pierś, niesamowity dreszcz przechodzi wzdłuż ciała. 

Chłopaki stoją dziwnie shardziałe, widać jak jednemu dłoń krzepko obejmuje laskę, bo aż żyły niebieszczeją, czoło przecięte zmarszczką, brwi  zsunięte, oczy się skrzą. Ten mały chłopaczek zwarł się w sobie, nieco przygarbił, zda sie jakby ryś przed skokiem. Tamten tęgi chłopak nagle wyolbrzymiał, przez koszulkę rozpiętą widać jak mu tęgie piersi falują.,..bije z niego siła i krzepkość.

Największą moc czuję w sobie gdy śpiewamy „Rotę” – zwierzał mi się raz jeden z chłopców… (za: A, Ciołkosz, Nasze harce, „Skaut” nr 15 i 16, Lwów 15 IOX 1917, s.119-122).

Czy można się dziwić, że przeżywając takie wzruszenia, młodzieńcza, wrażliwa natura Jerzego Brauna nie wyraziła tego w sposób poetycki. To właśnie w takich warunkach powstała historyczna, legendarna pieśń „Płonie ognisko i szumią knieje”. Najwidoczniej dobrze oddawała atmosferę i uczucia ówczesnej młodzieży,  jeżeli  przetrwała 100 lat i śpiewana jest do dzisiaj ( czasem nawet z dodatkami). Jurek nie tylko napisał tekst, którego radosne pierwsze zwrotki oddają czar przygód harcerskich  a do których dostosował  melodię rumuńskiej  pieśni   „Sinaj  Hora” a  która  z biegiem czasu została zapomniana. Natomiast do drugiej części  pieśni, związanej z przeżyciami przy ognisku, skomponował własną melodię, która przetrwała  stulecie. Świadczy to o głębokiej więzi duchowej  ówczesnej polskiej młodzieży  z potrzebą  poznawania własnej,  zakazanej  historii, której „starodawne dzieje”  przekazywano w gawędach.

(* Pieśń powstała w budynku Wodociągów – dawnym i obecnym- w Tarnowie, przy obecnej  ulicy Narutowicza 37).

Tekst: hm. M. Żychowska

 

 

Pieśń ukazała się po raz pierwszy w harcerskim miesięczniku „Czuwaj’  nr 1 z 1920 roku., później w tomiku pieśni Jerzego Brauna wydanym w Wilnie w 1922 roku p.t. „Nasze harce”. Przytaczam pełny tekst:

                  Nasze  harce

Kawał  chleba do  plecaka

na przekąskę  pół ziemniaka

laska w dłoni, a na skroni

         kapelusik druh.

 

A drużyna dzielne chłopy

będzie tego do pół kopy

przez zagony, na wsze strony,

         straszny czynią  ruch.

 

     Gdy ich burza w polu złapie

     krzyczą  sobie” a tom wpadł” !

     Gdy im deszczyk na nos kapie,

                          każdy wesół, gwiżdże rad!

Jeden w gaju gałąź pociął

inny wodę leje w kocioł

do ogniska drzewo ciska

                  i gotuje żer.

 

Jeden zastęp zrobił namiot

 drugi go porządnie zamiótł

robią  łóżka a poduszka

         z  obozowych der.

 

PŁONIE  OGNISKO I SZUMIĄ KNIEJE

DRUŻYNOWY SIADŁ WŚRÓD NAS.

OPOWIADA STARODAWNE DZIEJE,

BOHATERSKI  WSKRZESZA CZAS.

O  rycerstwie od kresowych stanic,

O obrońcach ukrainnych granic.

A ponad nami  wiatr szumny  wieje

i dębowy  huczy las.

 

             W tym namiocie  na wycieczce

          dusim się jak śledzie w beczce,

         zastępowy nie ma głowy

                  i usnęła straż.

 

A przebiegły wróg tymczasem

wlazł do krzaków przed szałasem

wnet nas złapie! czata chrapie

            śpi komendant nasz.

 

         Krzyczą „hurra”, awantura

         cierpnie skóra, cały drżę

         wróg się hurmem wali szturmem,

         biada śpiącym, będzie źle.

 

Wróg się zakradł jako złodziej

z czatami się za łeb wodzi

zrobił hałas, zdobył szałas

         i zwyciężył nas!

 

Pół prowiantu  skonsumował,

do plecaków resztę schował

kawę  schłeptał, ogień zdeptał

          i ucieka w las !

 

Już do powrotu głos trąbki wzywa („powrotu”, nie „odwrotu” – przyp. M.Żychowska)

alarmują  ze wszech stron!

Staje wiara w ordynku szczęśliwa,

serca  biją w zgodny ton!

 

Każda twarz się uniesiem płoni,

każdy laskę krzepko dzierży w dłoni

i z młodzieńczej się  pieśni wyrywa

pieśń potężna, pieśń jak dzwon.

(Tą potężna pieśnią, była „Rota” Marii Konopnickiej, pierwszy harcerski hymn !)

Pobierz niniejszy artykuł w wygodnym formacie PDF! Szukasz pomysłów na pracę z drużyną w Roku Niepodległej? Wejdź w zakładkę Inspiracje i sprawdź pomysły na wędrówki, niepodległościowe ogniska i gawędy!

Józef Chełmoński – Artykuł historyczny #7

Józef Chełmoński – Artykuł historyczny #7

Życie wielkich mistrzów malarstwa polskiego niejednokrotnie balansowało na granicy ubóstwa i zaszczytów. Podobnie było z Józefem Chełmońskim. Artysta, bez którego nie wyobrażamy sobie dorobku XIX-wiecznego malarstwa, we wczesnej młodości żył i tworzył w skrajnej biedzie, by w kwiecie wieku święcić triumfy na paryskich salonach, a u schyłku życia zwrócić się ku Bogu i mistycyzmowi. Poznajcie jego historię!

JÓZEF CHEŁMOŃSKI

Malarz, którego Polacy chcą oglądać

Józef Chełmoński urodził się 7 listopada 1849 r. w Boczkach, niewielkim folwarku w okolicach Łowicza. Zdolności artystyczne przyszłego malarza ujawniły się już we wczesnym dzieciństwie, w ich rozwoju dopomagał ojciec, sam utalentowany muzycznie i malarsko. Matka z kolei zaszczepiła w chłopcu pracowitość, ambicję i wytrwałość w dążeniu do celu. Z domu wyniósł miłość do ojczystej ziemi, kult tradycji, patriotyzm. Poznał życie wsi, prace polowe związane z kolejnymi porami roku, zajęcia gospodarskie i tradycje ludowe. Kochał zwierzęta, przede wszystkim konie. Fascynujący świat, który go otaczał, utrwalał na rysunkach.

Józef Chełmoński

Edukacja za ostatni grosz

Od 1867 r. Chełmoński był uczniem Klasy Rysunkowej w Warszawie, jedynej w owym czasie szkoły artystycznej na ziemiach Królestwa Polskiego. Czas nauki pod kierunkiem Wojciecha Gersona był okresem niezwykle wytężonej pracy i jednocześnie biedy. Nie starczało mu na jedzenie i akcesoria malarskie, często musiał namalowaną już kompozycję zamalowywać drugą, bo nie miał pieniędzy na kupno drugiego płótna. Artysta zdawał sobie sprawę, że aby jego wykształcenie stało się pełne, potrzebne są mu studia akademickie. Początkowo jednak nie stać go było na wyjazd do Paryża czy Monachium. Mimo trudności, wyjazd ostatecznie doszedł do skutku. Na pobyt Chełmońskiego w monachijskiej Akademii Sztuk Pięknych złożyli się znajomi malarza i zamożni przyjaciele rodziny artysty. W roku 1874 zakończył zagraniczne studia. Czując się artystą dojrzałym i ukształtowanym, powrócił do Warszawy.

W stepie szerokim

Niezwykle ważnym etapem w edukacji młodego artysty stał się również wyjazd na Ukrainę. Było to w 1872 i 1874 r. Zetknął się tam z olbrzymią przestrzenią stepu, dziką przyrodą i mieszkańcami odwiedzanych okolic. Doświadczenie to znacząco wpłynęło na rozwój jego talentu. Powracał tam jeszcze kilkakrotnie w latach 80. i 90. XIX wieku. Chełmoński z wielką pasją ukazywał sceny rodzajowe z życia wsi – z chłopskich zagród, folwarków, jarmarków. Pociągały go ich obyczajowość i obrzędy, fascynowali chłopi wykonujący swoje codzienne czynności, ich związek z przyrodą, rośliny, zwierzęta – zwłaszcza konie.

Józef Chełmoński – Czwórka

Realizm w życiu i twórczości

Po powrocie z Monachium, nieustająco borykając się z trudnościami finansowymi, malarz wynajął wraz z przyjaciółmi pracownię na ostatnim piętrze Hotelu Europejskiego w Warszawie. Oprócz niego mieszkali tam i tworzyli: Antoni Piotrowski, Stanisław Witkiewicz i Adam Chmielowski – późniejszy Brat Albert. Przyjaciółką i admiratorką talentów tej artystycznej kolonii była aktorka Helena Modrzejewska. Dzieła artysty powstałe w latach 1873-75, uważane obecnie za manifest polskiego realizmu w malarstwie, spotkały się z niechętnym odbiorem publiczności i kpinami ze strony krytyki. Jeden z najbardziej znanych dziś obrazów – „Babie lato” został tak oceniony przez współczesnych Chełmońskiemu recenzentów: „Poetyczna pajęczyna, która może tyle marzeń obudzić w dziewczęciu, warta była trochę idealniejszej istoty, nie mówię już sylfidy, ale przynajmniej prostej śmiertelniczki z umytymi nogami. Bosa nóżka stokroć wdzięczniejsza dla malarza niż najładniejszy trzewik, ale warunek, że powinna być umytą” (Lucjan Siemieński).

Józef Chełmoński – Babie Lato

Paryskie salony

Zniechęcony niepowodzeniami i niezwykle prymitywnymi warunkami życiowymi, malarz postanowił opuścić Polskę i w 1875 r. wyjechał do Paryża. Prace Chełmońskiego odniosły w stolicy Francji niebywały sukces. Zapewne u jego podstaw leżała niezwykła dla obcokrajowców tematyka obrazów. To, co nad Wisłą wydawało się banalne i nazbyt realistyczne, w Paryżu okazało się egzotyczne i zachwycające. Śnieżne pustkowia, rozhukane, na wpół dzikie konie, prymitywne życie na dalekiej wschodniej wsi – to wszystko pobudzało wyobraźnię Francuzów i Amerykanów. Niemal z dnia na dzień nieznany nikomu Polak stał się malarzem cenionym i modnym. Mógł wieść życie człowieka zamożnego, znanego z licznych ekstrawagancji i ekscentrycznych zachowań, wspierającego innych.

Józef Chełmoński – Odlot żurawi

Bociany w Kuklówce

Mimo długiego pobytu Chełmońskiego na obczyźnie, główną inspiracją dla jego twórczości pozostawał polski pejzaż. Nieustająca tęsknota za ojczyzną oraz kryzys gospodarczy spowodowały, że zdecydował się powrócić do kraju. W 1889 r. kupił kawałek ziemi w Kuklówce koło Grodziska Mazowieckiego. Mieszkał w skromnym drewnianym domu, uprawiał ziemię i malował. Wiele godzin spędzał samotnie wśród pól, łąk, lasów, obserwował i odkrywał tajniki przyrody. Do najbardziej znanych dzieł malarza, stworzonych w czasach, kiedy mieszkał w Kuklówce, należy obraz „Bociany” (1900), nazwany przez monografistę Józefa Chełmońskiego „uświęconym symbolem polskości”. Dzieło przedstawia niezwykle poetycką wizję polskiego krajobrazu i zespolonych z nim ludzi.

Józef Chełmoński – Bociany

Duchowość Brata Alberta

W ostatnich latach życia Chełmońskiego pogłębiła się jego religijność, skłonność do mistycyzmu. Wpływ na taką życiową postawę miały zapewne jego bliska przyjaźń z ks. Barnabą Pełką i trwająca od lat znajomość z Bratem Albertem. Artysta wiele rozmyślał nad istotą życia, wybierał też lektury koncentrujące się wokół spraw duchowości. Obecności Boga, życia duchowego szukał również w ukochanej przyrodzie. Jego postawę dobrze charakteryzuje wypowiedź: „Ludzie (…) myślą, że tylko ten służy Bogu, kto się na klęczkach modli, a ja mówię, że wymalowanie takiego pola z rosą to jest służba Boża i może lepsza od innej”. Do późnych obrazów artysty należy m.in. pejzaż z wizją Matki Bożej Częstochowskiej unoszącej się w obłokach, zatytułowany „Pod Twoją obronę” (1906). Józef Chełmoński zmarł 6 kwietnia 1914 r. Jego sztuka wyznaczyła nowy, realistyczny kierunek polskiego malarstwa, stając się jednocześnie symbolem miłości do piękna i niepowtarzalności ziemi ojczystej.

Pobierz niniejszy artykuł w wygodnym formacie PDF! Szukasz pomysłów na pracę z drużyną w Roku Niepodległej? Wejdź w zakładkę Inspiracje i sprawdź pomysły na wędrówki, niepodległościowe ogniska i gawędy!

 

Jak zostać świętym malarzem? – Artykuł historyczny #6

Jak zostać świętym malarzem? – Artykuł historyczny #6

Adama Chmielowskiego uznać można za jednego z prekursorów symbolizmu w malarstwie polskim. W jego dziełach pojawiają się ponadczasowe symbole śmierci, miłości, samotności. Tworzył portrety, pejzaże, kompozycje religijne, dzieła nawiązujące do powstania styczniowego. Jednak historia życia Adama Chmielowskiego, którego współcześnie wspominamy jako św. Brata Alberta, jest opowieścią o tym, jak powołanie artystyczne może okazać się pierwszym krokiem ku świętości.

JAK ZOSTAĆ ŚWIĘTYM?

Poradnik dla malarzy

Dzieciństwo i młodość

Adam Chmielowski urodził się w 1845 r. w Igołomi, jako pierwszy syn Józefy z Borzysławskich i Wojciecha Chmielowskiego. Miał troje młodszego rodzeństwa (Stanisława, Mariana i Jadwigę). Ojciec Adama, według słów żony, był człowiekiem o „pięknym charakterze”, matka zaś była osobą głęboko pobożną, jednocześnie niezwykle towarzyską, z dużym poczuciem humoru, posiadającą zdolności artystyczne i obdarzoną wielką urodą. Wszystkie te cechy odziedziczył po niej pierworodny syn. W 1853 r. Adam stracił ojca. Kilka lat później, po rodzinnych naradach, wysłano chłopca na dalszą naukę do Petersburga, gdzie rozpoczął edukację w korpusie kadetów. W 1858 r. powrócił do Warszawy, gdzie wówczas mieszkała rodzina, i kontynuował naukę w gimnazjum realnym. W 1859 r. zmarła jego matka.

Inżynier, rolnik, powstaniec

Adam Chmielowski (św. Brat Albert)

W 1861 r. Adam Chmielowski podjął studia w Instytucie Politechnicznym i Rolniczo-Leśnym w Puławach, gdzie poznał i zaprzyjaźnił się z Maksymilianem Gierymskim. Puławska uczelnia charakteryzowała się wysoką temperaturą uczuć patriotycznych, dyskutowano tam o przyszłości Polski, koniecznych reformach; studenci przechodzili przeszkolenie wojskowe. Nie jest więc dziwne, że wielu z nich zasiliło szeregi powstańcze, gdy w 1863 r. wybuchło powstanie styczniowe. Tak postąpił również Adam Chmielowski. Podczas przegranej przez powstańców bitwy pod Mełchowem, 30 września 1863 r., został ciężko ranny. Wierni towarzysze zanieśli go do wiejskiej chaty, a sam bohater tak opowiadał o tym po latach:

„Jaki też Bóg cierpliwy na głupotę ludzką! Przypuszczałem, że umrę, ale ciągle jedynie snułem piękne obrazy, nie myśląc nic o wieczności ani o duszy, tylko o stronie poetycznej i bohaterskiej. Moi koledzy podobnie: troszczyli się o mnie, ratowali jak mogli (…). Jedynie (…) prosta zastrachana baba istotną wartość rzeczy umiała ocenić; ona jedna pośród nas pomyślała o ratunku duszy. – Może księdza sprowadzić? – zapytała, widząc mnie coraz słabszego. Bardzo ta myśl mi się spodobała. Zaraz sobie wyobraziłem, jak to ładnie będzie: ten umierający powstaniec wśród lasów na chłopskim barłogu i staruszek kapucyn z długą siwą brodą przedziera się po kryjomu, by go zaopatrzeć (…)”.

Kalectwo i służba sztuce

Romantyczny młodzieniec przeżył jednak, ale trzeba mu było amputować nogę pod kolanem. Dokonano tego w prowizorycznym ambulatorium wroga, leczenie kontynuowano w więziennym rosyjskim szpitalu w Koniecpolu. Ostatecznie znalazł się na wolności, ale musiał wyjechać z Polski i w 1864 r., w zasadzie bez żadnych środków do życia, wyjechał do Paryża. Tam, dzięki finansowej pomocy Komitetu Polsko-Francuskiego, mógł kontynuować leczenie i otrzymał doskonałą jak na owe czasy protezę. Tak świetnie nauczył się na niej chodzić, że wielu ludzi nie zdawało sobie sprawy z jego kalectwa. Po ogłoszeniu amnestii powrócił do Warszawy w 1865 r. i rozpoczął pogłębione studia malarskie, jak wielu jego rówieśników uważając, że zwrot ku sztuce nie jest ucieczką, ale wręcz przeciwnie – jedynym sposobem na wyrażenie marzeń, aspiracji i ideałów oraz na służenie zniewolonej ojczyźnie.

Nauki i przyjaźnie monachijskie

Maksymilian Gierymski

Ten wybór Adama nie podobał się jednak jego opiekunom. Chcieli oni dla niego konkretnego i praktycznego wykształcenia i zawodu. Po wielu, zapewne bolesnych, rozmowach i próbach podjęcia studiów zgodnych z ich wolą Adam poszedł jednak za swoim artystycznym powołaniem i wyjechał do Monachium na studia w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Przyjaźnił się tam z wieloma, słynnymi potem, malarzami: Stanisławem Witkiewiczem, Józefem Chełmońskim, Aleksandrem Gierymskim. Szczególna więź łączyła go nadal z Maksymilianem Gierymskim. Różnili się od siebie wszystkim: konstrukcją psychiczną, światopoglądem, poglądami na sztukę. Ale to Adam wytrwał przy przyjacielu do końca i był jedną z trzech osób obecnych na jego pogrzebie.

Pytania o sens i powołanie

Być może los Maksymiliana, wybitnie utalentowanego, ale we wszystko wątpiącego, pracującego ponad siły, będącego w pewnym stopniu niewolnikiem własnego talentu, wpłynął na późniejsze decyzje Chmielowskiego. Przyszły święty wiele malował i wysyłał swoje obrazy na wystawy do Polski, ale też nieustannie myślał o istocie życiowego powołania. W liście do Lucjana Siemieńskiego, swojego przyjaciela i protektora, pisał:

„Czy sztuce służąc, Bogu też służyć można? Chrystus mówi, że dwóm panom służyć nie można. Choć sztuka nie mamona, ale też nie bóg, bożyszcze prędzej. Ja myślę, że służyć sztuce to zawsze wyjdzie na bałwochwalstwo, chybaby jak Fra Angelico sztukę i talent, i myśli Bogu ku chwale poświęcić i święte rzeczy malować; ale by trzeba na to, jak tamten, siebie oczyścić i uświęcić, i do klasztoru wstąpić, bo na świecie to bardzo trudno o natchnienie do takich szczytnych tematów. Stare to są zapewne rzeczy, te pytania; niemniej jednak jak człowiek do pewnych lat dojdzie i zaczyna trochę rozumu nabierać, chętnie by wiedział, jaka jest jego droga i jaką zda sprawę z życia”.

Adam Chmielowski, Ecce Homo [1881]

Powrót do ojczyzny

Adam Chmielowski powrócił do kraju w 1874 r. i dołączył do przyjaciół wynajmujących słynną pracownię w Hotelu Europejskim w Warszawie, służącą im za mieszkanie i jednocześnie za atelier, gdzie młodzi artyści koczowali w skrajnym ubóstwie. Ze wspomnień ludzi, którzy stykali się wtedy z przyszłym bratem Albertem, wyłania się obraz młodego, przystojnego, mimo biedy wytwornego mężczyzny, który potrafił być czarujący i doskonale malował. Jednak w chwili złego nastroju, chandry niszczył własne obrazy, nigdy nie będąc z nich zadowolony; bardzo uciążliwe były też dla niego pogłębiające się problemy zdrowotne. Życie wybijającego się coraz bardziej artysty ocieplały niezwykle istotne dla niego więzy przyjacielskie. Ważną osobą, która wspierała grupkę młodych malarzy, była słynna aktorka Helena Modrzejewska. Adam z przyjaciółmi bywał na wieczorach organizowanych przez nią i jej męża, pozostawał pod wielkim urokiem jej inteligencji, elegancji i czaru, którym emanowała.

Wyniesienie na ołtarze

24 września 1880 r., w wieku 35 lat, po wielu latach spędzonych na refleksji dotyczącej sztuki, jej roli, ale przede wszystkim złożonych aspektów kondycji ludzkiej duszy, Adam Chmielowski wstąpił do Zakonu Ojców Jezuitów w Starej Wsi. Nie okazał się on jednak jego ostateczną przystanią – czekało go jeszcze wiele cierpienia, wiodącego ostatecznie do założenia w 1888 r. Zgromadzenia Braci Albertynów i całkowitego poświęcenia się służbie ubogim i opuszczonym. Zmarł 25 grudnia 1916 roku w Krakowie. Niecałe 67 lat później, 22 czerwca 1983 roku, papież św. Jan Paweł II ogłosił Brata Alberta Chmielowskiego błogosławionym podczas mszy św. na krakowskich Błoniach. 12 listopada 1989 roku podczas kanonizacji w Rzymie, Adam Chmielowski został wyniesiony na ołtarze. Jego doczesne szczątki znajdują się obecnie pod ołtarzem w Sanktuarium Ecce Homo św. Brata Alberta na Prądniku Czerwonym w Krakowie.

Leon Wyczółkowski, Św. Brat Albert

Pobierz niniejszy artykuł w wygodnym formacie PDF! Szukasz pomysłów na pracę z drużyną w Roku Niepodległej? Wejdź w zakładkę Inspiracje i sprawdź pomysły na wędrówki, niepodległościowe ogniska i gawędy!

Cytaty w tekście za: A. Okońska, „Adam Chmielowski”, Warszawa 1967. Tytułową ilustracją do tekstu jest obraz przyjaciela Adam Chmielowskiego, Maksymiliana Gierymskiego, zatytułowany „Patrol powstańczy”.

Czy patriotycznie jest studiować w Monachium? – Artykuł historyczny #5

Czy patriotycznie jest studiować w Monachium? – Artykuł historyczny #5

Nadchodzi nowy rok szkolny i akademicki – dla wielu druhów i druhen to czas wyjazdów na Erasmusa, czyli doświadczania studiowania za granicą. Wielu młodych, wybitnych Polaków zbierało podobne doświadczenia. Poszukajcie ich śladów przy najbliższej wizycie w stolicy Bawarii!

CZY PATRIOTYCZNIE JEST STUDIOWAĆ W MONACHIUM?

Przez cały XIX wiek młodzi artyści wyruszali z Polski, aby kontynuować artystyczne studia za granicą. Jednym z najpopularniejszych celów ich wyjazdów było Monachium, stolica Bawarii. Najświetniejszy rozwój polskiej kolonii artystycznej w tym mieście przypada na lata 60. i 70. XIX wieku i wiąże się z takimi nazwiskami, jak Józef Brandt, Maksymilian i Aleksander Gierymscy, Władysław Czachórski, Juliusz Kossak, Józef Chełmoński, czy Adam Chmielowski – znany jak św. Brat Albert.

Józef Brandt

Azyl przy kontrowersyjnym tronie

Wielu przybyszów z Polski wybierało Monachium nie tylko ze względów artystycznych. Niektórzy z nich (Maks Gierymski, Adam Chmielowski) uczestniczyli w powstaniu styczniowym, a tolerancyjne „Ateny nad Izarą” były azylem, w którym można było się schronić przed politycznymi represjami zaborców. Bawarią w tym czasie rządził Ludwik II Bawarski (na tronie od 1864 do 1886 r.), monarcha kontrowersyjny, obciążony dziedziczną chorobą psychiczną, ale równocześnie niezwykle kochający i popierający sztukę. Interesował się przede wszystkim operą (przyjaźnił się z Ryszardem Wagnerem) i architekturą (fundował niezwykłe, baśniowe i romantyczne zamki). Jeszcze za życia Ludwika faktyczne rządy przejął Prinzregent Luitpold, który również był życzliwym protektorem artystów, szczególnie malarzy.

Adam Chmielowski (św. Brat Albert)

Stolica sztuki za miedzą

W Monachium prężnie działały organizacje artystyczne, nieustannie organizowano wystawy. O sztuce dużo pisano i dyskutowano, zauważano również biorących udział w artystycznych wydarzeniach polskich malarzy. Obrazy kupowały osoby prywatne i instytucje, a monachijscy Kunsthändlerzy (antykwariusze) wędrowali po pracowniach znanych artystów i kupowali zarówno obrazy już gotowe, jak i będące w trakcie malowania, zamawiali też repliki lub nowe dzieła o modnej tematyce. Sławą cieszyło się również tamtejsze szkolnictwo artystyczne. Königliche Akademie der bildenden Künste München (Królewska Akademia Sztuk Pięknych w Monachium) należała do najsłynniejszych artystycznych szkół w Europie, będąc nie tylko uczelnią, ale również instytucją promującą sztukę.

Maksymilian Gierymski

Wspólne mieszkanie i tworzenie

Młodzi Polacy przyjeżdżali do Monachium dzięki funduszom rodzinnym, stypendiom, pieniądzom zebranym wśród przyjaciół. Po przybyciu na miejsce, zaopatrzeni w listy polecające, zwracali się do kolegów z polskiego kręgu. Starali się zamieszkać w pobliżu Akademii. Dobrze ukazuje to np. list Maksa Gierymskiego do rodziców z 1867 r.: „Dzięki rekomendacjom Kossaka i Schouppégo zapoznałem się dzisiaj z Brandtem (…) i innymi, stale lub czasowo bawiącymi tu artystami (…) i przy ich pomocy znalazłem odpowiednie dla siebie mieszkanie porządne (…) w stronie przez artystów naszych zamieszkałej (…), zgodzone z meblami, pościelą i usługą”. Ze względów ekonomicznych często mieszkali po kilku w jednym lokalu. Z braćmi Gierymskimi mieszkał Adam Chmielowski, potem jego brat Marian. Wynajęte pokoje nie służyły do pracy, w tym celu – zazwyczaj również wspólnie – wynajmowano specjalne atelier. Do artystycznej legendy przeszła monachijska pracownia Józefa Brandta, wspaniała, wypełniona cennymi rekwizytami i dziełami sztuki.

Józef Chełmoński

„Kupiec wenecki” w Monachium

Następnym krokiem po zapewnieniu sobie dachu nad głową były starania o dostanie się na listę studentów Akademii. Naukę zaczynano od klasy antyków (nauka rysunku z rzeźb antycznych), następnie przechodzono do rysunku z żywego modela, najwyżej w hierarchii były klasy kompozycji – klasy mistrzowskie. Spośród wielu monachijskich profesorów wspomnieć można Karla von Piloty’ego, który uczył w latach 1856-86 i był dyrektorem Akademii w latach 1874-86. Jego uczniami byli m.in.: Józef Brandt, Henryk Siemiradzki, Władysław Czachórski, Aleksander Gierymski, Maurycy Gottlieb. Trzej ostatni, w czasach kiedy studiowali u Piloty’ego, zdobyli znaczące nagrody w konkursach ogłaszanych przez Akademię na obraz mający za temat scenę z „Kupca weneckiego” Szekspira.

Aleksander Gierymski

Życzliwy dydaktyk Adam

Dla wielu przybyszów uzupełnieniem oficjalnych studiów była nauka w prywatnych pracowniach uznanych malarzy. Wśród Polaków szczególnym uznaniem cieszyła się pracownia batalisty Franza Adama (1815-86). Malarz ten, będąc człowiekiem przyjacielskim, życzliwym, a jednocześnie dobrym i nierygorystycznym dydaktykiem, przyciągał do swojej pracowni wielu młodych artystów, którzy stali się później wybitnymi malarzami. O atmosferze panującej w jego pracowni tak pisał Juliusz Kossak w 1869 r.: ” (…) maluję w pracowni Adama, która się składa z 3 atelier, jedno przy drugim, komunikujących się między sobą – i tak w pierwszym maluje sam Adam (…), w dnie zaś, kiedy w Akademii nie ma kursów, młodszy Gierymski robi studia pod przewodnictwem poczciwego Adama, a w drugim maluję ja i starszy Gierymski, w trzecim Brandt (…). O 12-tej idziemy wszyscy razem (…) na obiad. Zasiadamy przy jednym stole i dopiero jedzenie, gawęda (…) przeplatana rozmową o sztuce…”.

Juliusz Kossak

Ekscentryczny hrabia mecenas

Sławę polskich „monachijczyków” ugruntował ekscentryczny kolekcjoner hrabia Ignacy Korwin-Milewski. Sam studiował w Akademii Monachijskiej, doszedł jednak do wniosku, że jego powołaniem jest nie malowanie, lecz zbieranie obrazów. Do swojej (rozproszonej dziś) kolekcji kupował obrazy Aleksandra Gierymskiego, Józefa Chełmońskiego, Alfreda Wierusza-Kowalskiego, Juliusza Kossaka i innych. Kolekcjoner uważał, że właśnie dzieła artystów związanych z Monachium to najlepsze, co wydarzyło się w kulturze Polski w 2. poł. XIX wieku. Nie można tego tak łatwo osądzić, niewątpliwie jednak ta właśnie grupa malarzy odegrała niezwykle ważną rolę w historii polskiej sztuki.

Pobierz niniejszy artykuł w wygodnym formacie PDF! Szukasz pomysłów na pracę z drużyną w Roku Niepodległej? Wejdź w zakładkę Inspiracje i sprawdź pomysły na wędrówki, niepodległościowe ogniska i gawędy!

Cytaty w tekście za: H. Stępień, „Artyści polscy w środowisku monachijskim w latach 1856 – 1914”, Warszawa 2003. Tytułowa ilustracja do tekstu – obraz Juliusza Chełmońskiego zatytułowany „Powrót z balu”.

 

 

Lwowskie harcerstwo w walkach o Niepodległą – Artykuł historyczny #4

Lwowskie harcerstwo w walkach o Niepodległą – Artykuł historyczny #4

Lwów to kolebka polskiego harcerstwa, choć samo miasto nie leży już w granicach Rzeczypospolitej. Ale to właśnie tutaj pierwsze drużyny harcerskie zakładali Andrzej Małkowski i Olga Drahonowska. O udziale harcerstwa w walkach o Lwów w latach 1918-1919 pisze Mariusz Patelski.

Ze względu na wysokie walory moralne oraz zdyscyplinowanie, harcerkom często powierzano pilnowanie magazynów wojskowych z wszelkimi niezbędnymi dobrami, których zaczęło brakować w wygłodniałym, odciętym od świata mieście. Z powyższych powodów i nieprzypadkowo harcerce Helenie Łączkowskiej powierzono magazyn aprowizacyjny, w którym znajdowały się… zapasy koniaku używanego wówczas przy leczeniu grypy. 

To fragment artykułu Mariusza Patelskiego pt. Harcerze w walkach o Lwów i Małopolskę wschodnią [kliknij na tytuł, aby przeczytać całość]. Autor opisuje w nim udział harcerek i harcerzy, w tym również tzw. Orląt Lwowskich w walce o miasto:

Pośród szeregu pobojowisk lwowskich, które urosły do rangi symbolicznej, zwłaszcza jedno jest szczególnie związane z udziałem harcerzy. 3 XI 1918 r. garstka młodzieży, stanowiąca obsadę stacji radiotelegraficznej w Kozielnikach pod dow. kpt. Ludwika “Wiktora” Kopcia, stawiła opór przybyłemu z Czerniowiec doborowemu oddziałowi Ukraińskich Strzelców Siczowych, w sile ok. 600 żołnierzy (była to opisana powyżej stacja, do której harcerze dostarczyli benzynę). Walka trwała przez dwie godziny, a załoga polska poddała się dopiero po zupełnym wyczerpaniu amunicji. Opóźnienie natarcia Ukraińskiego na Lwów od strony południowej,  wynikłe z powodu walk o radiostację w Kozielnikach, miało duże znaczenie strategiczne dla przyszłych walk polsko-ukraińskich. Umożliwiło ono wojskom polskim, w samym Lwowie, opanowanie Dworca Głównego, punktu ważnego dla przyszłej odsieczy.

Szukasz pomysłów na pracę z drużyną w Roku Niepodległej? Wejdź w zakładkę Inspiracje i sprawdź pomysły na wędrówki, niepodległościowe ogniska i gawędy!

„Błękitny” Generał – artykuł historyczny #3

„Błękitny” Generał – artykuł historyczny #3

10 lutego 1920 roku był w Pucku głównym aktorem symbolicznej uroczystości zaślubin Polski z morzem. Kiedy został dowódcą frontu północno-wschodniego, załamującego się w panice pod uderzeniami Tuchaczewskiego, w kilkudniowej bitwie nad Bugiem zdołał opanować chaos. W trzecim dniu lipca został wybrany pierwszym przewodniczącym ZHP. I właśnie harcerze najbardziej spontanicznie i ofiarnie odpowiedzieli na wezwania do obrony kraju.

Tak postać gen. Józefa Hallera opisuje Wojciech Hausner w artykule pt. O „Błękitnym” Generale – gawęda biograficzna [kliknij w link, aby pobrać artykuł w całości]. Z kolei Artur Oppman tak napisał o Hallerze:

Generale! W ojczyźnie wielkiej i szczęśliwej,

Gdy wyzłocą się zbożem okrwawione niwy,

Gdy z pola wróci oracz, w przedwieczornej porze,

Po miastach, po wsiach cichych w chacie, w starym dworze,

O Was będą mówili… czas, który ubiera

Zasługę w nieśmiertelność i imię Hallera.

gen. Józef Haller

Szukasz pomysłów na pracę z drużyną w Roku Niepodległej? Wejdź w zakładkę Inspiracje i sprawdź pomysły na wędrówki, niepodległościowe ogniska i gawędy!

Ilustracją do artykułu jest obraz Wojciecha Kossaka z 1931 r. – Zaślubiny Polski z morzem.